Picos de Europa, 1-27 sierpień 2005

Dzień: [prolog] [I] [II] [III] [IV] [V] [VI] [VII] [VIII] [IX] [X] [XI] [XII] [XIII] [XIV] [XV] [XVI] [XVII] [XVIII] [XIX] [XX] [XXI] [XXII] [XXIII] [XXIV] [XXV] [XXVI] [XXVII] [epilog]

Dzień 25: Droga do domu- 25/08/2005

Wstali¶my rano. Ze Zbychem jeszcze gorzej - co¶ nam rzęzi. Spakowali¶my się szybko: Aga, Polter i ja. ¦niadanko, opowiastki i koło południa czas pożegnać się ze wszystkimi i zacz±ć schodzić.

Niby łez nie było, chociaż Stachu po grupowym zdjęciu, schował się w namiocie, więc nigdy nie wiadomo czy nie popłakiwał sobie w ¶piworek. Jako¶ tak smutno wyjeżdżać już. O wiele lepszy układ byłby, gdyby wszyscy razem wyjechali sobie. Na pocieszenie zostało im mnóstwo jedzenia.

Zeszli¶my na dół, po drodze odwiedzaj±c domek Armanda, aby wzi±ć resztę sprzętu i na parking. Po drodze podwieĽli¶my sympatycznego Belga, którego za cholerę nie mogli¶my zrozumieć, bo próbował porozumieć się z nami po hiszpańsku, lecz gdy zmienił na angielski to już było wszystko jasne. Straszna mgła, więc, bardzo powolutku zjeżdżali¶my, co Covadongi.

W Cangas zakupy pami±tki, jedzenie, wino i czas na nas. Był plan, aby pojechać nad ocean i wyk±pać się, lecz pada i bardzo zimno, więc zarzucili¶my ten pomysł i wyruszyli¶my w drogę do Heidelbergu. Hiszpania szybko minęła, więc teraz moja kolej za kółkiem.

Poprzedni dzień Następny dzień