![]() | ||||||||||
![]() | ![]() | ![]() | ![]() | ![]() | ![]() | ![]() | ![]() | ![]() | ![]() | ![]() |
Picos de Europa, 1-27 sierpień 2005
Dzień: [prolog] [I] [II] [III] [IV] [V] [VI] [VII] [VIII] [IX] [X] [XI] [XII] [XIII] [XIV] [XV] [XVI] [XVII] [XVIII] [XIX] [XX] [XXI] [XXII] [XXIII] [XXIV] [XXV] [XXVI] [XXVII] [epilog]
Dzień 24: Naprawa? - 24/08/2005
Rano wróciliśmy do Cangas, aby zrobić zakupy dla ludzi i spróbować naprawić ten cholerny wysprzęgnik. Okazało się,
ze
wysoki krawężnik może świetnie posłużyć za kanał naprawczy, a baniak karbidu za kłodę pod koło. Udało się trochę
naprawić, trochę zepsuć. Suma sumarów jest taka, że na chwilę obecną jeździ ten samochód do przodu i to na wszystkich biegach bez większych problemów, lecz niestety nie można nim cofać. Przecież musimy dojechać do Polski, więc nie będziemy używać wstecznego nie!!!???
Kupiliśmy trochę jedzenia: standardowo melon, chipsy i fabada, oraz mały prezencik dla tych na górze - 6 kartonów wina. Poszliśmy do domku na obiad i podwieczorek. Ten transport miał być na lekko, a okazało się, że tego karbidu jest strasznie dużo, więc znowu z cholernie ciężkimi plecakami idziemy do góry. Szliśmy jak na TURBO doładowaniu po tej fabadzie- wiatry były ostre i gryzące.
Po jakimś czasie doszliśmy wreszcie do bazy. Nie spieszyło nam się specjalnie. W bazie pusto nikogo nie ma, więc dużo picia i paczka ciastek z dżemem poszła w ruch. PO jakimś czasie przychodzi nasza choróbka - -Zbychu i mówi, że akcja z A3 już dawno powinna wyjść a ich jeszcze nie ma. Michał wziął sprzęt (mój już na dole w domku Armanda) i poszliśmy zobaczyć, co się dzieje. Ich wyjście miało trwać 4 godziny a minęło już 7 a ich nadal nie ma. Krzyczymy, lecz to na nic. Konar zjeżdża i po jakimś czasie okazuje się, że wszystko w porządku, tylko jakoś tak wyszło, że strasznie wolno im idzie, bo wory cholernie ciężkie. Podarliśmy trochę łacha z wychodzących, aby ich zmobilizować do szybszego wychodzenia. Zbycha ból całkowicie rozłożył i leżał i zwijał się pod otworem. Już dawno po zachodzie słońca wracamy do bazy w komplecie. Nasza kaleka oczywiście pobłądził trochę, więc nadrobiliśmy drogi, ale to nic!!!
Mała imprezka - 6 win zajęło trochę czasu i koło 4 zaczęliśmy kłaść się spać. Jutro moje ostatnie zejście na dół na tej wyprawie.