Picos de Europa, 1-27 sierpień 2005

Dzień: [prolog] [I] [II] [III] [IV] [V] [VI] [VII] [VIII] [IX] [X] [XI] [XII] [XIII] [XIV] [XV] [XVI] [XVII] [XVIII] [XIX] [XX] [XXI] [XXII] [XXIII] [XXIV] [XXV] [XXVI] [XXVII] [epilog]

Dzień 22: Torre Santa de Castilla, czyli Pena Santa (2596m. n.p.m.) - 22/08/2005

Stach, Zbyszek, Gucio i Karol poszli na akcję do A3 - ostatnie starcie - puści albo niepuści, jak z kobietami, nie ma, co się niepotrzebnie upokarzać.

My natomiast skorzystaliśmy z faktu, że jest bardzo ładna pogoda poszliśmy na wycieczkę na Pena Santę. Miała to być przyjemna wycieczka. Stach poradził, abyśmy sobie wzięli kawałek liny, bo przy zejściu może się przydać.

Trochę powyżej naszej bazy weszliśmy na szlak prowadzący w tamte okolice. Jesteśmy na przełęczy poniżej Santa Marii i przechodząc przez 3 kociołki, stoimy przed naszym celem. Schodzimy ze szlaku, mijamy kilku turystów i napieramy do góry lekkim piarżyskiem, dalej już żlebem. Trzeba używać wszystkich 4 kończyn, z momentami wspinaczki skalnej. Trzeba wyłoić jakiś prożek, to zapieraczka - czysta przyjemność. Jak to ktoś powiedział: "Jedni wciągają nosem, inni ładują w żyłę, a ty łoisz prożek i naturalna 100% adrenalina za darmo". Jesteśmy coraz wyżej, zaczyna bardziej wiać i niestety przywiało wielką chmurę na kilka minut przed zdobyciem szczytu. Niestety chmura "zaczepiła" się o wierzchołek i nici z widoków. Troszeczkę się namęczyliśmy. Trudności oceniam na III, także nie tak źle, ale za to mnóstwo przyjemności.

Droga w dół wydawała się, że będzie trudniej niż w tą stronę, lecz miła niespodzianka. Wszystkie te prożki i kominki w dół pokonywało się znacznie łatwiej niż w górę, więc zejście też nie przysporzyło jakiś większych trudności. Całość zajęła nam jakieś 3 godziny w górę i jakieś 2,5 w dół, także całkiem porządny czas.

Zebraliśmy z Konarem zamówienia, pożegnaliśmy się z ekipą z Tarnowskich Gór, która jutro schodzi na dół, i jedzie do Porto w Portugalii na wycieczkę, i poszliśmy wieczorem na dół do chatki Armanda, gdyż zostaliśmy umówieni z nim na jutrzejszy dzień na 9:30 w Cangas, aby naprawić nasz samochód.

Wieczorem rozpaliliśmy w kominku, zjedliśmy grzanki i to nie wydzielone, 4 lecz znacznie więcej do tego piwko, słodka herbata, siedzimy na leżaczkach zamiast na niewygodnych kamieniach - brzmi jak prawdziwe wakacje prawda?

Jutro pobudka o 7:30 i to nie z powodu Zbycha.

Poprzedni dzień Następny dzień