![]() | ||||||||||
![]() | ![]() | ![]() | ![]() | ![]() | ![]() | ![]() | ![]() | ![]() | ![]() | ![]() |
Picos de Europa, 1-27 sierpień 2005
Dzień: [prolog] [I] [II] [III] [IV] [V] [VI] [VII] [VIII] [IX] [X] [XI] [XII] [XIII] [XIV] [XV] [XVI] [XVII] [XVIII] [XIX] [XX] [XXI] [XXII] [XXIII] [XXIV] [XXV] [XXVI] [XXVII] [epilog]
Dzień 17: Wyjście do bazy??? - 17/08/2005
Grupa z Tarnowskich Gór jak zwykle szybsza w pozbieraniu się i spakowaniu zwarta i gotowa, aby wyjść do góry, a my w rozsypce. Poszli, więc szybciej. Okazało się, że Armando zaprasza nas na obiad i nie wypadało odmówić.
Pojechaliśmy do Llagu de Enol a stamtąd wyżej do schroniska przy kolejnym jeziorku. Bardzo ładnie w środku, mnóstwo ludzi i oczywiście wszędobylski syf, brud i papierki i inne resztki na podłodze to już standard, przywyknąłem do tego. W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się, za namową Armando, w małym schronisku na likierek - Mielonego kota, tzn. o smaku brzoskwiniowym.
Czas nieubłaganie przemija i chyba każdy wie, że dzisiaj nie zdołamy wejść do góry, lecz jeszcze nikt tego głośno nie powiedział. Krótka rozmowa i ustalamy, ze jutro już na pewno musimy wyjść w kierunku bazy i dlatego aby nie mieć już żadnych wątpliwości dzisiaj wieczorem pakujemy na parkingu plecaki i zanosimy je do domku Armando.
Tym razem impreza w mniejszym gronie, delikatniejsza. Kominek skwierczy w tle rozmów ambitnych i nie. Seba coś tam opowiada o programie, do którego tłumaczył help, jakieś geodezyjne sprawy, Zbych nawija z Armando, jakieś wspomnienia, plany. Nie obyło się bez długiej rozmowy z Sebastianem na tematy -...? Chyba nikt nie wie jakie!!!
Wszyscy grzecznie poszliśmy spać, bo wiedzieliśmy, że następny dzień nie będzie łatwy. Wory po około 25-30 kg nie nastrajały nas optymistycznie.