![]() | ||||||||||
![]() | ![]() | ![]() | ![]() | ![]() | ![]() | ![]() | ![]() | ![]() | ![]() | ![]() |
Picos de Europa, 1-27 sierpień 2005
Dzień: [prolog] [I] [II] [III] [IV] [V] [VI] [VII] [VIII] [IX] [X] [XI] [XII] [XIII] [XIV] [XV] [XVI] [XVII] [XVIII] [XIX] [XX] [XXI] [XXII] [XXIII] [XXIV] [XXV] [XXVI] [XXVII] [epilog]
Dzień 15: Cangas - 15/08/2005
Schodzimy na dół, aby zrobić zapasy żywieniowe na kolejne dni na bazie. Za 2 dni powinniśmy spotkać się z resztą ekipy, która w tym momencie dojeżdża z Polski. Zbychu postanowił, że nie lubi chodzić tymi samymi ścieżkami, co zawsze (jestem ciekaw jak radzi sobie w Tatrach z tym problemem na corocznych kursach) i wybraliśmy drogę zejściową sąsiednią dolinę.
Okazało, się, że nie będzie wcale tak łatwo, gdyż musimy zejść z niezłej ściany. Idzie mi się źle, a oni zapieprzają za nim strasznie szybko, a ja obstawiam tyły. Ciągnę się z tyłu i coś tam pod nosem sobie opowiadam. Dolina jest bardzo malownicza i długa. Gdzieś tam do góry widzimy jakieś 2 Hiszpanki, które rzuciły się na trekking poza standardową trasą. Mijamy kolejne krowie gówna. Po drodze jakieś malutkie trzęsawisko i już widzimy drogę koło Llagu de Enol. Upss!!! Czyżby nam się coś pomyliło??? Coś to jeziorko jest za blisko nas!!! Okazało się, że nie schodziliśmy sąsiednią doliną, tylko jeszcze kolejną obok i teraz musimy się troszeczkę wrócić, aby dojść do naszego parkingu, bo Polter nie chce dać się namówić na samotny powrót do samochodu i zabranie nas po drodze!!! Ciekawe, czemu?!? Całość zejścia nie wyszła tak źle. Raptem tylko
godzinę dłużej niż standardowy szlak wliczając w to małe pobłądzenie, także całkiem nieźle.
Tradycyjnie poszliśmy do kafeterii na ciastko, a później na obiad. Szybkie zakupy na imprezę wieczorną i pojechaliśmy w okolice Cangas, do takiego "rest area", nad rzekę, aby tam wykąpać się, poimprezować, spędzić noc i czekać na resztę.
Kąpiel w miarę ciepłym potoku. Zabawy było, co nie miara i wielka ulga po tylu dniach wreszcie nieograniczone ilości wody. Można popływać i porządnie się namydlić. Zaczęła się mała impreza z Veterano w roli głównej. Nie wiem czy powinienem umieszczać tu niecenzuralne sformułowania, ale to chyba mi wybaczycie. Przy końcówce imprezy Polter, który bardzo mało mówi stwierdził: "Ale mnie jebnęło!!!" i siedział dalej jakby nigdy nic.
Koło chyba północy poszliśmy spać. Ci, co posiadali karimaty ułożyli się pod drzewkiem na nich, a my z Konarem dzielimy nie za duży stół parkowy. Musimy się w nocy kontrolować, bo jak ktoś spadnie to dokładnie na ławkę, czyli nie ciekawie.